Z perspektywy Wiktorii...
Leżałam pośród sterty walizek patrząc pusto w sufit. Nadal nie wierzyłam w to, że już jutro wyjeżdżamy do Los Angeles. Od małego marzyłam o wyjechaniu w tamte strony z moją przyjaciółką Olą. A teraz to marzenie miało się od tak spełnić. Może i nie wyjeżdżałyśmy tam na całe życie, ponieważ tylko na trzy miesiące, ale cieszyłyśmy się niezmiernie.
Głęboko wzdychając podniosłam się z podłogi i rozglądnęłam po swoim pokoju. Był w odcieniach fioletu. Meble były z jasnego drewna i znajdowały się na wprost wejścia do pokoju. Na sąsiedniej ścianie znajdowało się duże łóżko, a na przeciwko kilka okien oraz lustro w drewnianej ramie.
Uwielbiałam to pomieszczenie, tutaj mogłam się wyciszyć i pobyć sama w spokoju. Trudno więc mi było rozstać się z nim na całe trzy miesiące. Pocieszała mnie jednak myśl o tym, że jedziemy nie byle gdzie. W końcu to Los Angeles. Tam było więcej możliwości do rozwijania swoich pasji i zaistnienia.
Ponownie głęboko westchnęłam i ułożyłam się wygodnie na łóżku przykrywając po same uszy kołdrą. Z uśmiechem na twarzy po kilku minutach zasnęłam.
Od aut.: Wiem, że beznadziejny no i krótki, jednak nie miałam na niego innego pomysłu.
Niebawem powinien pojawić się rozdział pierwszy.
Pozdrawiam. - Saviya